.

.
Fot. FotoMaraton.pl

wtorek, 9 czerwca 2015

"Jeszcze jedno kółko".

I nastał wtorek po tygodniowej przerwie w bieganiu.
Kołowania stadionowe na które przychodzi coraz mniej osób.
Ale wracając do mojego biegania - doczłapałam do 2 km i uznałam, że to by było na tyle w dniu dzisiejszym, bo tyle dni bez biegania, bo wystarczy na rozruszanie gnatów, bo już nie mam siły i nie dam rady więcej przebiec... Ale... ktoś mijając mnie zaczął mówić: "dawaj, dawaj, jeszcze chociaż jedno kółko"... i pognałam to jedno kółko i potem następne, by były 3 km. Potem znów było "no, biegnij" i pobiegłam i wyrównałam do 4 km, a stamtąd już niewiele do 5 km i ostanie kółko pobiegłam z tą co wcześniej zachęcała "do jeszcze jednego kółka" ;).
Przez jakieś 4,6 km pilnowałam, by lewej nogi nie obciążać, by biec jakoś równo na obie nogi - i mnie nic nie bolało, ostatnie kółko skupiałam się tylko na tym, by dobiec i się już więcej nie zatrzymywać - bo kolka to moja stała towarzyszka biegania, a ostatnio dołączyło też to, że jak za szybko biegnę to jakby brakowało mi oddechu, i na koniec nogę poczułam.



I teraz tak się pewnie będę kręciła w okolicy mojej niedawno zrobionej życiówki na 5 km - 32:30, bo może wystarczyłby jeden przystanek mniej... ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz