.

.
Fot. FotoMaraton.pl

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Samsung Irena Women's Run 2015

Tak się zastanawiałam czy jest sens pisania mojej relacji z wczorajszego biegu, bo jakoś całkiem humor mi zszedł, skoro nawet nie jestem na liście z wynikami... a nie przepraszam jestem, pod innym imieniem i nazwiskiem*...Czyli w sumie tak, jakby mnie nie było na tym biegu. 



Dobra napiszę. Zależało mi na tym biegu, chciałam w nim pobiec już rok temu, więc tym bardziej czekałam na ten bieg.
Jeszcze w sobotę rozpaczałam nad tym, że bieg będzie w samo południe, ale wszyscy mówili, że będzie chłodno i deszczowo, bo takie były prognozy. Nie było ani chłodno ani deszczowo. Było gorąco.


Przed biegiem z Natalią :) //Fot. Tomasz Kłosek

Jak się ustawiłam na starcie, to stałam w cieniu, ale cień szybko mi zniknął i stałam w słońcu. Dużo ludzi, gorąco i pomyślałam o zrezygnowaniu, że nie dam rady i gdzieś padnę na tym asfalcie. Jak już uznałam, że jednak zapłaciłam za ten bieg, że medal na mecie dostanę, to przyjęłam taktykę wolnego biegu lub nawet marszu. Wybiła 12:00 i bieg ruszył, cały czas powtarzałam w głowie "wolno", wiedziałam, że jest jakiś podbieg. Jak przy biegu Konstytucji dobrze mi się biegło do podbiegu, potem zaczęły się problemy.  Biegnąc po asfalcie, pod górę w pełnym słońcu, pomyślałam sobie o zeszłorocznym biegu RunBertów - bieg był chyba w najgorętszy dzień roku, zero cienia na trasie i jeszcze godzinowo w okolicy południa. Wczoraj też czułam się jakbym biegła po patelni. Pod górkę trochę szłam, trochę biegłam, później trasa wczorajszego biegu pokryła się z trasą biegu Konstytucji i dokładnie w tym samym miejscu złapała mnie kolka, krótko po wdrapaniu się na górę. Próbowałam ją rozbiegać, bo ile można iść i tylu ludzi mnie wyprzedzało. Potem było z górki, tu też starałam się wolno biec i dopiero wtedy kolka na chwilę puściła. 


Fot. Tomasz Kłosek

Fot. Tomasz Kłosek



Gdzieś po 4 km była kurtyna wodna, tak, to było przyjemne. W trakcie biegu strasznie chciało mi się pić, usta wyschnięte a do mety jeszcze kawałek. Gdzieś 300 metrów przed metą, jakaś dziewczyna biegła z butelką wody i pytała każdej czy chce się napić, więc skorzystałam, przed metą adrenalina podskoczyła, więc dodałam gazu i już wtedy wiedziałam, że jak zaraz się nie zatrzymam to zwymiotuję - teraz wystarczy, że lekko przyśpieszę i już zaczyna mi się robić niedobrze, to po tym biegu po pasie startowym tak mi zostało. :P
Czas z zegarka to 36:13 czyli wolno, ale doczłapałam zgodnie z założeniami. ;)


Po biegu z Natalią ;)  //fot. Tomasz Kłosek

Fot. Tomasz Kłosek







* Dziś odkryłam, że w biurze zawodów wydano mi zły numer startowy. Jak odbierałam pakiet to w ogóle nie było ludzi, żadnej kolejki, więc nawet nie ma jak zwalić winę na ich pośpiech (na mój owszem, bo myślami byłam w domu stresując się czy pies w niszczeniu ograniczył się tylko do zostawionych gazet). Pierwszy raz mi się taka sytuacja zdarzyła. Sprawdzajcie po milion razy czy wydano wam wasz numer startowy! Na liście z wynikami, nie ma mojego prawdziwego numeru, więc nikt go nie dostał, a może specjalnie dostałam cudzy, ciekawe jaki numer dostała osoba za którą ja biegłam, chyba, że w ogóle jej nie było...

Pobiegłam w tym biegu pierwszy i ostatni raz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz