.

.
Fot. FotoMaraton.pl

środa, 22 lipca 2015

Bieganie w Zielonej Górze.

A jednak wybrałam się na bieganie po terenie który nie jest płaski, w końcu nie po to specjalnie przed wyjazdem czyściłam buty i w ogóle je brałam by ich nie użyć... I mówią, że bieganie dobre na wszystko ;). Pół wtorku psychicznie się przygotowywałam i w głowie układałam jak najbardziej płaską trasę, mój dom rodzinny położony jest w takim miejscu, że z której strony by nie biec to i tak będzie z powrotem pod górkę. :D (Dlatego mieszkając w ZG miałam w miarę dobrą kondycję).
Rano budzik zadzwonił, zawahałam się, ale wstałam. Już jak wyszłam na dwór to wiedziałam, że łatwo nie będzie, bo mimo wczesnej pory (przed 7:00) było bardzo duszno na dworze.



Spoglądając na ciemniejsze chmury niepewnie ruszyłam, w końcu robiłam małe kółeczko w okolicy.
Zasapałam się na pierwszej, małej górce, potem było z górki i łatwo się biegło, później było delikatnie pod górkę i już z przerwami na marsz. Duszno było. Postanowiłam zignorować wcześniej zaplanowaną trasę i pobiec ile mi się chce. Od początku planowałam ominąć moją największą górkę i wbiec mniejszą (jadąc rowerem tak właśnie zrobiłam), ale się zaparłam i powiedziałam sobie, że się wdrapię tamtędy. Wdrapałam, dobrze że na dwóch nogach a nie na czworaka. ;) Pot się ze mnie lał, ale górka zdobyta, :D




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz