.

.
Fot. FotoMaraton.pl

poniedziałek, 27 lipca 2015

Bieganie z saszetką na smartfon.

W oczekiwaniu na utworzenie mojej relacji z 25. Biegu Powstania Warszawskiego, uznałam, że czas się wziąć za swoje bieganie na wydłużonym dystansie. Dziś tak planowałam - zamiast jutrzejszego kołowania, ale wzięłam ze sobą coś z czym przyszło mi biegać po raz pierwszy w życiu - z saszetką na smartfon, bo zawsze żal zostawiać telefon w depozycie albo biegać samemu po okolicy i gdyby coś, to zostać bez łączności z kimkolwiek (odpada opcja pokrowca z telefonem na rękę). Bieganie z tym "czymś" wymaga chyba jakiejś magicznej techniki albo kupiłam jakieś badziewie. Tak mnie to wkurzało, że z zakładanego wydłużania dystansu nic nie wyszło, chciałam sobie dać spokój po 2 km, ale uznałam, że chociaż pomęczę się do 5 km i może zdołam ogarnąć, by saszetka mi się nie luzowała. Gdyby nie "sprytne" odcięcie metek tuż po zakupie to bym chyba to oddała do sklepu.
Swoją drogą jak chciałam kupić przewiewną czapeczkę z daszkiem to... jedyne dostępne, chyba były na ludzi z dużymi głowami, bo nawet po najciaśniejszym zapięciu (i zwisał taki długi pasek rzepu, że myślałam, że się samo odepnie) to czapka była za luźna.

Wracając do dzisiejszego biegania... Z wieloma mękami, wymsknęło mi się jedno brzydkie słowo na środku chodnika, bo przez zirytowanie saszetką, źle mi się powciskało przyciski w zegarku i... - ale dobrze, że można ustawić sobie co się chce widzieć podczas biegu, więc szybko zmieniłam na pełny dystans, a nie "ciągle" od zera, dotrwałam do 5 km i ku mojemu zdziwieniu z dobrym czasem, to znaczy obserwując swoją ostatnią aktywność to ten czas robi się jakby moją "normą" - tak jak wcześniej było bieganie 5 km w 36 min, jeszcze wcześniej w 39 min, a na samym początku przygody z bieganiem - powyżej 40 minut.  :)


Muszę poczytać o co chodzi z tym "running index". :P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz