.

.
Fot. FotoMaraton.pl

czwartek, 23 lipca 2015

Dycha w Zielonej Górze.

Dziś ostatni mój dzień w Zielonej Górze, jutro z samego rana powrót do Warszawy... Miałam dziś nie biegać, bo po nocnej burzowej dyskotece nie wyspałam się a rano pogoda nie sprzyjała niczemu, więc odpuściłam. Potem wpadła mi do głowy myśl, że może jednak uda mi się pobiegać, ale na stadionie wtedy kiedy mój brat ma trening piłki nożnej. Jak pomyślałam tak zrobiłam i popołudniu zabrałam się z nim. Widziałam, że mam gdzieś tak ok. 2 godzin, więc pomyślałam sobie, że zrobię wolną dychę - w końcu byłaby jakaś przebiegnięta dycha. Jak przyszłam na stadion to kołowały ze dwie osoby - brat mówił, że we wcześniejszych dniach dużo osób biegało, ale pomyślałam, że jak tylko tyle ma być to spoko. 



Po burzy nie było tu takiego upału, takiej duchoty, w sumie nie wiem czy mi gorąco było od słońca czy od wysiłku ;). Ruszyłam za szybko, więc się szybko zmęczyłam. Potem szło mi wolniej, ale 5 km zamknęłam w 33:10, więc całkiem znośnie. Rozpoczęcie kolejnych 5 km było potwornie ciężkie, nie chciało mi się, pot spływał, usta wyschnięte, ale w głowie: "tą drugą piątkę na luzie zrób i tak musisz czekać aż Młody skończy trening". Miałam wrażenie, że już wolniej biec się nie da i w takim tempie to mi całość zajmie przynajmniej 1,5 h. Co chwilę zerkałam na zegarek i przy ostatnim kilometrze przez głowę przetoczyła się myśl, że jak się sprężę to zrobię nową życiówkę na 10 km łamiąc czas 1h:10min. I... UDAŁO MI SIĘ! Za to aktywność zegarkowa wskoczyła na 273%. :)




Uwielbiam komentarze zegarkowe ;)

Stadion w Zielonej Górze. 

Jak już odpoczywałam i czekałam aż mój brat skończy trening
i da mi klucz do auta w którym miałam picie, to załapałam się na wodę piłkarzy ;)

Na koniec dodam, że z każdym moim kilometrem przybywało biegaczy, w którymś momencie naliczyłam ich ze 40, także było całkiem tłoczno. :)



A w sobotę wieczorem proszę trzymać kciuki,
ponieważ biegnę w Biegu Powstania Warszawskiego na 5 km. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz