.

.
Fot. FotoMaraton.pl

wtorek, 14 lipca 2015

"Nie chce mi się".

Zbieram się do dłuższego biegania i coś się zebrać nie mogę, zawsze znajdzie się powód, że może nie tym razem... W końcu się zbiorę pokonam dychę... ;)

W weekend nie zebrałam się do biegania, ale zabrałam swego męża i psa na spacer do lasu, wychodziliśmy 2,8 km i pies już ledwo przebierał nogami (wcześniej wybawiła się z psami na szkoleniu).



Lili ;)


Potem nadszedł wtorek... Na serio miałam poważne plany by wyjść wcześniej i machnąć chociaż 2,5 km, żeby potem na luzie może zrobić kilka kilometrów więcej... Ale pogoda nie zachęcała, ja samą siebie prawie zniechęciłam, bo: "jak mi się nie chce!" i... warto dodać, że dzień wcześniej malowałam szafę i elementy szafy i dużo się schylałam... - ogółem dziś jak się rano obudziłam, miałam wrażenie, że wczoraj zrobiłam mnóstwo przysiadów...
Jak już dziś wyszłam z domu o punkt 18:00 na wspólne kołowanie z Rembertów Team, to przez ból mięśni nóg założyłam sobie, że zrobię delikatne 2,5 km i tyle.
Założenia założeniami, a wyszło... ;) Zaczęliśmy wspólnie w czwórkę, potem zostałam sama z Magdą (taki pozytywny Potwór biegowy ;)). Gdy dobijałam do swoich magicznych założeń to... "przecież nie będę teraz kończyła" i "a pobiegnę jeszcze trochę", potem była kolka, a potem skupiałam się wyłącznie na oddychaniu, bo zaczęło mi się robić niedobrze - ostatnie kółko to już pełzłam za Magdą. ;) Dopełzłam do 5 km. A tak mi się nie chciało dzisiaj biegać!






I przyuważyłam kolejny problem w bieganiu...
Jak biegnę przez zatrzymania się, to tak jakby drętwieje mi prawa stopa, odczuwam mrowienie.
I tak się teraz zastanawiam (i grzebię w internecie) dlaczego tak się dzieje...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz