.

.
Fot. FotoMaraton.pl

wtorek, 7 lipca 2015

Smażenie się na patelni. ;)

Dziś wtorek, więc i kołowanie. Jak rano byłam na spacerze z psem to nawet pomyślałam, że dziś jest już chłodniej i może o 18. nie będzie tak źle. Tęskno mi było do biegania, od rana czekałam na to zmęczenie. O 18. pogoda w telefonie wskazywała, że jest 30 stopni, stadion jest w słońcu i ma kurzącą się bieżnię - właściwie moje buty stają się już bardziej czarne niż różowe, ale tyle czekałam na zrobienie paru kółek, że nic mnie nie zatrzymało. Było kila osób, więc pierwsze kilkanaście minut treningu upłynęło - standardowo - na rozmowach i utrwaleniu obecności na zdjęciach ;)... A później... później trzeba było ruszyć. Już po 1 km kolka i zaczęły się moje oddechowe schody, "ale przecież nie będę już kończyć, dobiję chociaż do 2 km, albo 2,5 km, aby była połowa 5 km" - dobiłam do 3 km, aby było więcej niż połowa. ;)
Na murawie woda lała się na wypalone słońcem placki trawy, więc skusiłam się na drobne ochłodzenie siebie.
Po zakończeniu biegania byłam bardzo zdziwiona, że 21 minut wolnego biegu wystarczyło na osiągnięcie dzisiejszego celu i wzrostu aktywności do 144%... Z racji darmowego miesiąca premium na endo ujrzałam tamtejsze wykresy i... jak wcześniej uważałam, że skoro mam zegarek i program do niego, to po co mi endo premium, ale teraz dogrzebałam się do ładnie podpisanych słupków stref tętna.  


Ładnie oznaczone, w internecie zagłębiłam wiedzę
czym jest ten wielki pomarańczowy słupek...;)


Było ciężko, ale nie spodziewałam się zobaczyć, że był to trening intensywny, a jednak... ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz