.

.
Fot. FotoMaraton.pl

środa, 12 sierpnia 2015

Dziś liczyły się chęci, a nie czas. ;)

Pierwsze biegowe kilometry po... aż 10-dniowej przerwie! Już mnie nogi zaczynały swędzieć do biegania, ale był/jest upał, kilka razy planowałam wstać przed 5. rano i pobiegać, ale szybko przestałam nawet o tym myśleć. Ostatniej nocy śniło mi się, że biegam, więc dziś od rana plany powróciły, by jutro wstać dużo wcześniej i znów pojawiło się "ale": w którejś prognozie pogody usłyszałam, że w nocy/jutro mają być deszcze i burze, więc dziś wieczorem zebrałam się w sobie, przebrałam w odpowiednie ciuchy, założyłam buty i wyszłam. Powrót po nawet tak krótkiej przerwie jak 10 dni - wiedziałam, że będzie kiepski, więc nie spodziewałam dobrego czasu, a jeszcze temperatura powietrza lekka nie była. Trzeba było jednak jakoś zacząć. Chciałam wolno i przynajmniej to mi się udało, potem było coraz gorzej i planowałam skrócenie trasy, jednak w głowie myśl: "ej, nie poddawaj się!" i tak doczłapałam do 5 km. Pamiętałam też o rozciąganiu, ale jak tylko głowę schyliłam to pot zalał mi oczy, jak wdrapywałam się po schodach do mieszkania to też z przystankami... ;)


 A z samego treningu dodam, że przez pierwsze 2,5 km skupiałam się na tym, by równo i głęboko oddychać (i rozbiegać kolki), a przez drugie 2,5 km toczyłam walkę ze sobą, by się nie poddać. :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz