.

.
Fot. FotoMaraton.pl

środa, 26 sierpnia 2015

On The Run vol.8

Były takie wielkie plany, że powrót do biegania, że trzeba się wziąć za siebie i co? I nic. Jakoś nie bardzo ostatnio mi to wychodziło. I tak patrzę na  Natalię, która biega jak szalona i wrzuca w internet po 3 treningi dziennie (!) to jest to motywujące, żeby się w końcu ruszyć i coś robić, bo na efekty trzeba zapracować, a u niej efekty powalają, a z tego co sama mówi, to jeszcze nie koniec, więc jak się chce to można.

A wracając do mnie i mojego lenistwa, wrzesień zapowiada się pracowicie przez wszystkie weekendy, więc to już najwyższy czas biegowo się ogarnąć. Wczoraj wzięłam udział w 8.edycji OnTheRun - brałam już udział w dwóch pierwszych edycjach - nocny bieg po Łazienkach Królewskich, a zanim ruszą zawody trzeba wykonać sprint do zapisów. Oczywiście przegapiłam zapisy na 8, edycję, ale trafiłam na turę uzupełniającą (zwolniły się miejsca po tych, którzy nie opłacili biegu w wyznaczonym terminie) i tak zupełnie spontanicznie i na spokojnie wpisałam na listę siebie i swojego męża. Bez pośpiechu znikały wolne miejsca. W dniu biegu, po południu lunęło, tak solidnie padało i padało. Paweł wykazywał wątpliwości, bo "chyba nie pojedziemy jak będzie tak lało", mi w głowie przetoczył się jakiś komentarz Natalii na FB o deszczu jako naturalnej metodzie chłodzenia i "przecież zapłaciłam i chcę ten medal". Zanim wyruszyliśmy deszcz przestał padać. Dotarliśmy na miejsce, spotkaliśmy znajome osoby teamowe, ustaliliśmy wspólną strategię biegową na okolice 35 minut, pomyślałam, że no fajnie by było, bo po mojej przerwie to tak kiepsko z formą.

Ale najpierw foto na ściance:
Fot. Tomasz Kłosek //Paweł, ja i Natalia co biega jak szalona ;)
Fot. Tomasz Kłosek
Fot. Tomasz Kłosek
Była też rozgrzewka, nie mam pojęcia jak to się stało, że byłam tak z przodu, bo moja koordynacja ruchowa w ćwiczeniach w których ręce i nogi robią co innego jest kiepska, a jeszcze jak skupiałam się na ogarnięciu swoich kończyn i tego jak należy nimi machać, to Paweł mnie tylko szturchał "patrz jesteśmy na telebimie", ale chyba nie tylko ja nie nadążałam. :D

Fot. Tomasz Kłosek //Rozgrzewka :D
Po rozgrzewce nadeszła pora na start. Trasa inna niż w dwóch pierwszych edycjach, jakaś taka... dłużyło mi się. Pierwsze 2,5 km spędziliśmy na pogawędkach na szarym końcu, ale kto by się tym przejmował. Potem zamilknęłam, bo coraz mniej siły, coraz większe zmęczenie i coraz silniejsza kolka.
Fot. Tomasz Kłosek
Fot. Tomasz Kłosek //Tu mi chyba było już wszystko jedno
i coś mamrotałam pod nosem :P
Fot. Tomasz Kłosek // "Boże, gdzie ta meta?!"
Fot. Tomasz Kłosek  //Sprint do mety.
Ja i moje sprinty do mety, już całkiem świadomie czuję, że wstrzymuję oddech, jakby w tych ostatnich metrach nie oddycham... Po dotarciu do mety, dostałam folię, izotonik i musiałam usiąść pod barierką, bo prawie pawia puściłam, to przez ten sprint. Nie mogę zasadzać sprintów przed metą, chociaż ktoś kiedyś odpowiadał, jak puścił pawia na mecie, fajnie, że nie byłabym jedyna, ale nie chcę tego doświadczyć. ;)

Fot. Tomasz Kłosek  //Przeżyłam ;)
Fot. Tomasz Kłosek // Posiłek na mecie i jednocześnie moja kolacja :D
Czas słaby, fatalny, zły. Podobno mogę to tłumaczyć tym, że ostatnio prawie w ogóle nie biegam, ale no. 00:37:59 (wciąż poniżej 38 minut ;))
Właśnie, prawie zapomniałam, do mety nie dobiegłam ostatnia! I jeszcze dogoniłam i wyprzedziłam takiego pana, którego uważałam, że nie mam szans dogonić, ale on pod koniec już dużo więcej szedł.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz