.

.
Fot. FotoMaraton.pl

niedziela, 8 listopada 2015

Wiatr mnie jeszcze nie porwał... ;)

Miałam wczoraj rano pobiegać, nawet wcześniej wstałam, ale po zjedzeniu czegoś uznałam, że to kiepski dzień na bieganie - ogólnie pisząc - lenistwo. A miałam zaplanowane bieganie, takie ostatnie przed zbliżającym się biegiem Niepodległości na 10 km. 
Bieganie przeszło na niedzielę. Miałam ustawiony budzik, tak aby coś zjeść i po 6:00 wypełznąć na dwór. Jak się obudziłam to jeszcze było ciemno (tzn przy innej pogodzie powinno się wtedy już jaśniej robić, ale dziś dużo później się jasno zrobiło), jak otworzyłam balkon to przywitał mnie wiatr i ulewa. Pomyślałam sobie, że nie ma mowy o bieganiu, może później... Później przestało padać, zaświeciło słońce, było całkiem ciepło, ale tak wiało, że zwątpiłam czy mnie wiatr nie porwie, bo wracając skądś momentami musiałam się aż zatrzymać i łapać równowagę. Ale moje samopoczucie na myśl o tym, że: "wczoraj nie biegałam i dzisiaj nie pobiegam" zaczęło się robić okropnie denerwujące. ;) Jak tylko wróciłam do domu, przebrałam się i wypełzłam. Szybko zdałam sobie sprawę, że to będzie wolny bieg. :D

Wczoraj wieczorem wracając do domu spotkałam znajomego Marcina (Dulnik biega) i tak żeśmy pogadali sobie o bieganiu i pamiętając tą rozmowę, dziś podczas treningu postanowiłam nie skupiać się na czasie, a na swojej postawie, by nogi mi się nie plątały, by "biodro" nie uciekało i by ręce też wykonywały jakąś bardziej świadomą pracę, no i oddychanie, by wybrnąć z kolek.

Wiało okropnie, ale nie poddawałam się i własnie wtedy próbowałam biec. ;)
Nawet jeden pan się zatrzymał i powiedział, że mnie podziwia. :D



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz