.

.
Fot. FotoMaraton.pl

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Mroźny spacer z RT po Łazienkach Królewskich.

 Dawno nie biegałam, więc ucieszyłam się jak ktoś rzucił myśl, aby Teamowo wybrać się na wieczorny niedzielny spacer po Łazienkach Królewskich. To nic, że zimno, bo nie jeden raz już w zimnie biegałam. 
Odważna ekipa się zebrała i pojechaliśmy.

W ogóle nam nie jest zimno. //Fot. facebook.com/RembertowTeam
Jak policzyłam, to dużo warstw na siebie założyłam, ale mogłam wziąć czapkę, tylko chyba z czapką zawsze mi się niewygodnie biegało. Miałam opaskę, a z kominem zaczęłam kombinować.
Niestety nie mogłam zasłonić ust i nosa, bo zaraz okulary mi parowały i traciłam widoczność, więc na chwilę i co chwilę zasłaniałam usta, by nie wdychać ciągle tego mroźnego powietrza.
Było chyba z -15st.
Zaczęliśmy od podbiegu na Agrykoli, więc już na wstępie się zasapałam, jak zbiegaliśmy z niego, to wiejący wiatr porządnie zmroził mi twarz. Miałam podwójne rękawiczki, a mimo to ręce zaczęły mi zamarzać. Myślałam, że się rozpłaczę i właściwie zdecydowałam, że po tym 1 km wracam do auta, bo szkoda mi palców u rąk. Wtedy reszta zdecydowała, że robimy jeszcze wspólną fotkę:

Fot. facebook.com/RembertowTeam
I wtedy zaczęło mi się robić ciepło, palce zawinęłam w rękawiczce w pięść i zdecydowałam, że może jeszcze kawałek pobiegnę, może mi się poprawi, a jak nie to wrócę do samochodu. Jak jest tak zimno, to często robi mi się ciepło po przebiegnięciu ok. 3 km, więc miałam nadzieję, że i tym razem tak będzie.
Pobiegliśmy zrobić sobie Teatr Cieni. ;)

Fot. facebook.com/RembertowTeam

Fot. facebook.com/RembertowTeam

Fot. facebook.com/RembertowTeam

Później znów pod górkę i dotarliśmy do niezłej bryki: 

Fot. facebook.com/RembertowTeam

Potem niektórzy chcieli zajrzeć do Fryderyka, więc i do niego wpadliśmy w odwiedziny:

Fot. facebook.com/RembertowTeam
Po pożegnaniu się z Fryderykiem pobiegliśmy dalej. 

Fot. facebook.com/RembertowTeam

Mróz mrozem, ale jak wiało w twarz to miałam ochotę się rozpłakać, ale faktycznie po ok. 3 km zrobiło mi się cieplej i ogólnie i w ręce. 
I tak z powrotem dotarliśmy do bramy głównej, ja z mężem pobiegłam do samochodu a reszta na zakończenie zaliczyła ponownie podbieg na Agrykoli. Pierwszy trening biegowy w nowym roku. ;)

Pauzę włączyłam tylko raz przy "Teatrze Cieni",
 potem już mi się nie chciało.

Selfie z mężem. ;)

Bieg w super towarzystwie!
Mimo, że mroźno i momentami miałam wrażenie, że z zimna mi nos odpadnie (i od razu przed oczami miałam kadry z filmu "Everest" ;)), no i żeby nie było zbyt fajnie, to jak poszłam już spać to.... w nocy obudziłam się z zatkanym nosem, chrypą i wpadłam w panikę, że ja nie mogę być chora. Noc była ciężka, bo co chwilę się odkrywałam i zaraz potem szczelnie obwijałam kołdrą, mój organizm chyba walczył z infekcją, bo rano stwierdziłam, że się z chusteczkami dziś nie będę rozstawać, więc od razu zaserwowałam sobie gorące śniadanie z czosnkiem (wodzionkę), a w sklepie po raz pierwszy w życiu kupiłam imbir, bo podobno taki dobry na przeziębienie. I tak teraz na zmianę karmię się czosnkiem i herbatą z imbirem, a później łyknę jeszcze nalewki imbirowej. Już efekt widzę, bo zużywam dużo mniej chusteczek. ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz