.

.
Fot. FotoMaraton.pl

sobota, 30 stycznia 2016

Osiągnięte 70 km w styczniu i dziurawe buty...

Na początku stycznia, znajomy z Rembertów Teamu utworzył wydarzenie na FB o ilości przebiegniętych w tym miesiącu kilometrów, sam miał poprzeczkę wysoko, więc miała być wzajemna motywacja. 
Ja tam napisałam, że mam nadzieję, że uda mi się przebiec 70 km, takie optymalne na moje grudniowe problemy zdrowotne i lenistwo świąteczne.
Jak już wcześniej wspomniałam - pół stycznia szukałam motywacji, nie mogąc się zebrać na trening. W drugiej połowie okoliczności sprzyjały, więc się wzięłam za siebie. Na koniec stycznia dzięki treningom z NRC podciągnęłam ilość kilometrów, ale po wczorajszym dniu brakowało mi jeszcze 8 km. Pomyślałam, że nie ma sensu dzielić tego na sobotę i niedzielę i całość pokonam w sobotę rano. Jak pomyślałam tak zrobiłam. Nie sądziłam, że na dworze jest tak ciepło, więc się trochę zgrzałam. Biegło mi się fatalnie, powolne człapanie, a potem walka z tym jak bardzo mi się już nie chce. Jadłam przed treningiem coś lekkiego i niedużo, bo nie potrafię biegać na czczo, ale jakoś zaczęło mi brakować energii. Doczłapałam do magicznych 8 kilometrów. 


Dzięki temu osiągnęłam planowaną ilość kilometrów na styczeń.
To dobra wiadomość, ale jest też zła wiadomość.
Stała się też rzecz straszna, bo w moich jedynych butach do biegania zrobiła się dziura!
Różowe Asics'y były kupione rok temu, zrobiły już ok. 650 km. Mam nadzieję, że dziura nie będzie się powiększać ani buty nie zaczną się z innej strony rozpadać, bo obecnie nie mam funduszy na nowe buty. No i mam nadzieję, że mrozów też już nie będzie, bo z dodatkową wentylacją może być zbyt zimno w paluszki. :D




Na koniec dorzucę, że po wczorajszym podsumowaniu tygodnia z NRC stwierdziłam, że mam już trzy bransoletki z NRC, więc dwie z nich przerobiłam na takie kolczyki: 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz