.

.
Fot. FotoMaraton.pl

poniedziałek, 30 maja 2016

Rowerowy maj (2016)

Na początku maja będąc u rodziców w Zielonej Górze odgrzebałam w piwnicy swój rower, ale kiepski był jego stan, więc zainteresowałam się lepiej wyglądającym rowerem mamy. Plan był tak, by go zabrać do Warszawy. Mój mąż wraz z moim tatą rozebrali rower na części. Mąż musiał uważnie patrzeć, tak by go potem w domu dobrze złożyć. :D
Rower się zmieścił do samochodu. W domu było sporo nerwów, gdy "nie dało" się czegoś zrobić. Czekała mnie wizja, że najwyżej nie będę miała jednego hamulca, ale dzielny mąż z moją drobną pomocą złożył rower i obydwa hamulce działały. Jazda próbna. Coś nie gra z przerzutkami. W efekcie końcowym, mam więcej niż jedną przerzutkę (choć nie wszystkie), ale najlepiej jeździ mi się bez zmieniania i stresu z przerzutkami.

Pewien znajomy już na początku maja pisał mi o jakiejś rowerowej rywalizacji miast, ale najpierw ja nie miałam roweru, a potem okazało się, że liczą się trasy po ulicy a nie po lasach, a przecież ja nie znam zasad ruchu drogowego, by się pchać na ulicę, po chodniku to też jakoś tak głupio samemu jeździć. Z wydarzenia na FB się usunęłam, o rywalizacji zapomniałam.


Pora wybrać się na pierwszą rowerową wycieczkę. Mąż pożyczał rower dla siebie (w planie jest zabranie drugiego roweru od rodziców ;)) Na początek skromne maksymalnie 10 km. Nie pamiętam kiedy ostatni raz jeździłam na rowerze, chyba rok wcześniej.
Pojechaliśmy w las, mijając kilka zaskrońców, ja na szczęście widziałam tylko te małe i tylko wtedy gdy mąż wskazał mi je palcem. Nie przepadam za pełzającymi stworzeniami. W pobliskim lesie można spotkać także żmije, więc tym bardziej wolę ich nie widzieć i nie spotkać na swojej drodze,
Z pewnością zaskrońce świetnie udają żmiję.
Z pierwszej wycieczki wyszło więcej niż 10 km. Tyłek bolał mnie jeszcze następnego dnia. :D


7.05.2016


Następna rowerowa wycieczka nastąpiła dopiero 21 maja, nieplanowana, bo miało być bieganie, ale z braku chętnych pognałam po rower, by jakiś trening mieć. Magda "wywiozła" mnie w znane jej tereny, a w których ja nigdy nie byłam. :D

21.05.2016


Następnego dnia była Masa Rowerowa - Tour De Rembertów organizowana przez Rembertów Bezpośrednio. Miasto obiecało zrobić nam ścieżkę rowerową (jedyną łączącą naszą dzielnicę z resztą miasta, bo chodnika łączącego też nie ma ;)), ale coś długo im schodzi ogarnięcie tego. Sam przejazd rowerowy miał 16 km, a na mecie czekała pyszna kiełbasa z grilla.



Przed Masą Rowerową ponownie odezwał się znajomy - Marian - i zaczął pisać o rowerowej rywalizacji miast, że to nawet nie trzeba ściągać aplikacji na telefon tylko wystarczy na stronie - po zarejestrowaniu się - zrzucić trening w pliku .gpx, więc w końcu zarejestrowałam się na tej stronie i pozrzucałam treningi, choć z pierwszej leśnej, jednak zaliczyło mi kilka kilometrów, które były po ulicach. 



Kilka dni później miałam mieć trening biegowy, ale wiedząc, że mam słabe nawodnienie (a to przewiduje problemy), zrezygnowałam z biegania. Tylko, że mnie nosiło na trening, więc wyciągnęłam rower w piwnicy i ruszyłam się przejechać. Po dojechaniu do domu i zerknięciu na zegarek pomyślałam, że chciałabym kiedyś biegać 10 km w 48 minut. 

25.05.2016


Następnego dnia na jeżdżenie po okolicy wyciągnęłam męża i... na stronie wydarzenia zbierania kilometrów dla Warszawy przeczytałam o nagrodach, że dla wszystkich, którzy przejadą minimum 100 km jest przewidziana drobna nagroda. Tego samego dnia wieczorem ponownie ciągnęło mnie na rower, ale "nie będę przecież robiła dwóch treningów dziennie". Pojeżdżę sobie następnego dnia.

26.05.2016

Jak pomyślałam, tak zrobiłam, tylko szkoda, że nie założyłam krótkich spodenek, śmiałam się potem, że przy tym upale i w jeansach pewnie wytapia mi się tłuszcz. :D Przez temperaturę wycieczkę rowerową skróciłam.


27.05.2016

Kolejnego dnia nie było kiedy wybrać się na rower, choć ciągnęło.
Wiedząc, że będzie gorąco, kolejną rowerową wycieczkę zaplanowałam na niedzielny poranek. Już o 7. rano było całkiem ciepło, ale szybko robiło się gorąco. Tym razem miałam ze sobą też wodę. Pokręciłam się tu i tam, jeżdżąc częściej po ulicy niż po chodniku i uzbierało się 18 km. Do setki brakowało już niewiele i uznałam, że spokojnie zdążę do końca maja osiągnąć swój cel. ;)

29.05.2016

"Nie będę dwa razy dziennie robiła treningu" - wiedziałam, że prędzej czy później to złamię. :D
Tego samego dnia, popołudniu wyciągnęłam męża na rowerowy przejazd, motywując go tym, że po drodze zajedziemy do sklepu, że nie wiem co z poniedziałkowym treningiem biegowym i że w końcu ktoś mi musi pokazać jak się rowerzysta powinien na drodze zachowywać (zasady ruchy drogowego i że ręka to mój kierunkowskaz ;)). Zamierzałam zrobić 10 km, by mieć w rywalizacji 101 km, ale obecnie mam ich tam 105 km,

29.05.2016, nie wyjechałam poza granice miasta. ;)

Wraz z pierwszą leśną wycieczką mam przejechane 118 km.

Zapytałam mamę ile jej rower może mieć lat i kiedy ostatnio tyle kilometrów zrobił, to mama odpowiedziała, że rower ma ok. 20 lat, a kiedy tyle się najeździł to nie pamięta, więc powiedziałam, że rower przeżywa swoją drugą młodość. :D

Powinnam trochę pobiegać, ale na rowerze nie mam kolki, a po treningu towarzyszy mi przyjemne zmęczenie. Żeby nie było, to jazda na rowerze też powoduje zmęczenie nóg, które dają znać, że wykonują ciężką pracę. ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz