.

.
Fot. FotoMaraton.pl

poniedziałek, 18 czerwca 2018

The Color Run 17-06-2018

The Color Run - bieg na którym chyba co roku jest wielki upał, ale fajnie jest wziąć udział w biegu, gdzie nie liczy się czas a dobra zabawa ze znajomymi. Zapisałam się na bieg ze względu na towarzystwo - Morsy Zielonka. ;) 


Fot. JurekMors FotoGalleryy

Fot. JurekMors FotoGalleryy

Wieczór wcześniej zrobiłam życiówkę na 5km, więc teraz mi się nigdzie nie śpieszyło. Śmialiśmy się, że możemy próbować pobić zeszłoroczny czas z TCR na najwolniejszy bieg na 5km. I... tak też w moim przypadku było! :D
W kolorowym biegu wybrałam opcję bardzo slow i ruszyłam na trasę z Natalią i jej córką Dianką.
Wszystkie poniższe świetne zdjęcia wykonał Tomasz Kłosek - Warszawa Biegnie (Dzięki!).

Diana chwyciła za rękę swoją mamę i... mnie. Troszkę się musiałam zgarbić, bo jednak Dianka jeszcze niska, ale wspólnie dreptałyśmy, później dostałam do trzymania napój Dianki, więc taki support Diany i Natalii :D Nieee, nie przeszkadzało mi to. ;) Natalia później ratowała mnie swoim napojem, bo jednak na trasie było gorąco, mimo, że nasze tempo nie powalało, ale to tak właśnie miało być, na luzie i bez spiny!



Nawodnienie bardzo ważna sprawa!



Dianka trochę szła, trochę przyspieszała nasze dreptanie i trochę była u mamy na rękach, ale nawet będąc u mamy na rękach nie puszczała mojej ręki. :D







Prawdę mówiąc chyba się nie spodziewałam, że Dianka tyle przedrepcze na własnych nóżkach, prognozowano jej po biegu, że padnie ze zmęczona, a okazało się, że po biegu emocje wzięły górę i spać się nie dało, nie to co ja... po biegu padłam ze zmęczenia i cudem dotrwałam chociaż do 21, by nie pójść spać, a jak się tylko położyłam to od razu zasnęłam. :D Czułam się tak zmęczona, jakbym przebiegła co najmniej półmaraton. :D Diana widocznie bardziej wytrzymała, więc brawa dla Diany.

The Color Run był faktycznie dla mnie biegiem bez pomiaru czasu, bo nie miałam włączonego własnego pomiaru, chyba tak gdzieś z 1,5h nam zajęło, ale za to jak fajnie było! Mówią, że szczęśliwi czasu nie liczą!


A i jeszcze coś. Była strefa brokatowa i... łazienkę mam w brokacie i wszystkie ubrania, które tam leżały, jak z rozpędu następnego dnia rano położyłam tam ubrania na siłownię, to też leginsy i koszulka znalazły się w brokacie. :D
Ciuchy z biegu mi się doprały, nawet biała koszulka w miarę wygląda, siebie także doszorowałam (tatuaż jednorożca i z napisem happy wymagały większego wysiłku ;)), ale z brokatem poszło gorzej, spoko, w końcu była to edycja SHINE. :D

SkyWayRun Military 4 (16-06-2018)

Bieg w którym wyszło, że biegnę co rok.
Bieg po pasie startowym wojskowego lotniska w Mińsku Mazowieckim. Trasa dobra na życiówki, bo i o rozpędzenie się łatwo.
W pierwszej edycji - czerwiec 2015, pyknęłam tam sobie życiówkę na 5km, choć trasa bez atestu. 30:37.
W 2016, nie poszło mi i czas słabszy, za to w 2017 wyrównałam swoją życiówkę, żeby chociaż sekunda mniej, ale nie!
A jak było w 2018?

Na bieg pojechałam ze znajomymi - Kasią i Arkiem odpowiednio wcześnie, by na miejscu odebrać pakiet startowy, później się poszwendaliśmy po okolicy spotykając kilku znajomych.
A przed biegiem wypadałoby jeszcze zaliczyć tojtoja... było sztuk pięć i taaaaka kolejka.


Fot. Arek Andruczyk

45 minut stania w kolejce, ja by się nie stresować faktem kolejki poszłam za innymi paniami w las, ale Kasia zdążyła przed startem, wiec tojtoj też był na wszelki wypadek. ;)

Tuż przed biegiem krótka rozgrzewka, odliczanie i punktualnie o 21:30 wystartowaliśmy.
Jako, że nie było żadnego podziału na strefy czasowe to... wystartowałam z tłumem i pierwszy kilometr zamknęłam w 5:49. Nie moje tempo. Nie biegam na co dzień, to i gdzie takie tempo biegu. Tempo mi się później "odbiło" w postaci kolki, ale dzielnie próbowałam ją rozbiegać.
Na zegarek przestałam zerkać i biegłam tyle na ile się czułam by biec, choć wydawało mi się, że biegnę bardzo wolno i wszyscy mnie wyprzedzają. Biegliśmy najpierw drogą dojazdową i dobiegając do pasa startowego było wyczuwalnie pod górkę. Po drodze wyprzedała mnie dziewczyna, która chyba zapomniała wziąć słuchawek do słuchania muzyki, bo biegła z telefonem w ręku i grającą muzyką - nie każdy ma chęć tego słuchać. Znalazłam się też przy biegnącej dwójce gdzie facet ciągle nawijał i że jeszcze "tyyyle" zostało. Później wyprzedzała mnie też z prawej strony jedna dziewczyna, która postanowiła zejść do marszu, ale się nawet nie obejrzała za siebie czy ktoś za nią nie biegnie i tak, zatrzymała się tuż przede mną, zdążyłam jej wypalić, by się tak nagle nie zatrzymywała, ale nie wiem czy przypadkiem słuchawek w uszach nie miała i czy to w ogóle usłyszała. Tak się nie robi.
Na pasie startowym była zawrotka i wszyscy biegli zewnętrzną stroną - bo bliżej do skrętu - odbicia na drogą dojazdową i... wpadłam w jakiś dołek czy też nierówność na drodze aż sobie bluzgiem głośno rzuciłam. Pod koniec jakoś ciemnawo mi się zaczęło robić i słabo, więc zeszłam do marszu, ale jakoś przypomniało mi się, że może życiówka, może szansę na nią mam i się pozbierałam w sobie do dalszego biegu. W końcu dobiegłam z mocniejszym akcentem finiszu, bo myślałam, że pawia puszczę po przekroczeniu mety i właśnie wtedy wpadła na mnie i na chłopaka rozdającego medale - rozpędzona biegaczka, ale spoko, sprawdziła czy żyję i nic mi nie jest! Szybko zdążyłam o tym zapomnieć. :D
Ale zaraz zaraz, jaki czas na zegarku... 30:31... tylko jaką ja miałam życiówkę... 30:32? i że niby tylko o sekundę lepiej? Szybko zerkam na stronę enduhub.com i... poprzednia życiówka to 30:37, więc całe 6 sekund lepiej!*


Z Kasią i Arkiem.

Po biegu była też dla biegaczy grochówka, ale kolejka taka jak przed biegiem do tojtoja :D

Z Marcinem, Kasią i Arkiem.

Po wspólnych fotkach i odebraniu rzeczy z depozytu udaliśmy się częścią lotniskową do zaparkowanego samochodu.


Na drugi dzień pojawiły się oficjalne wyniki i jednak moja życiówka jest lepsza od czasu zegarkowego o 3 sekundy, więc to 30:28!
I to bez treningów biegowych, ale za to dzięki samej siłowni. No cóż, już mi mówili, że jak chce szybciej biegać to muszę wzmocnić mięśnie i w końcu widać tego efekt w bieganiu, choć niektórzy mówią, że na 5km ciężej jest poprawić czas niż np. na 10km, bo człowiek nim się rozbiega to już zaraz meta.
No, na 5km teraz już bliżej do 30 minut niż wcześniej. ;) 

Ekiden (12-05-2018) & Podkowiańska Dycha (27-05-2018)

Zaległości w biegach nadrabiane. I tak.
12 maja - Ekiden. 

Sześcioosobowa drużyna wspólnie pokonuje dystans maratonu w Parku Szczęśliwickim z pałeczką Sztafetową. Pierwsza osoba biegnie 7,195m, dwie kolejne po 10km, i trzy kolejne po 5km.
Do swojej drużyny zebrałam same Morsy Zielonkowskie i biegliśmy pod nazwą Rembertów Team Morsy.
Drużyna spisała się znakomicie, zarówno przed biegiem (nic a nic nie narzekali), odpowiednio wcześnie dojechali na miejsce biegu, a także i co najważniejsze nabiegali niezłe czasy, choć upał mocno dawał się we znaki. Upał i podbiegi.
Mój bieg nie był zbyt dobry, choć tylko 5km bo też parę dni wcześniej mocno się przeziębiłam, ale jakoś poszło, i zerkając na czas, wcale nie jakoś tragicznie, spodziewałam się gorszego czasu - bo też założyłam sobie bodajże 34 minuty. Drużyna Morsowa zdecydowanie na medal! 







27. maja - Podkowiańska Dycha. 
10 km drogą asfaltową, szutrową i leśnymi drogami. Znów gorąco.
Ze trzy tojtoje przed startem, przed skorzystałam, ale jak tylko ruszyliśmy znów mi się zachciało i cisnęło na pęcherze, więc gdy tylko zaczął się las, zaliczyłam "skok w bok". :D
Wąska leśna droga po korzeniach sprawiła, że później miałam tzw. zakwasy w... stopach. :D
Na trasie znalazł się punkt z nawodnieniem, o który można było 2 razy zahaczyć, w drodze "tam" i "z powrotem", dobrze, że woda była.




Fot. Dominika Pulkowska

Fot. Podkowiańskie Towarzystwo Biegowe

Szczęśliwie dobiegłam do mety, choć było ciężko i bardzo kryzysowo. Biegło mi się paskudnie.
GPS też zaszalał i w jednym miejscu nagle skrócił mi dystans i wyszło ok. 400m mniej niż 10km, ale kto by się tym przejmował, ważne, że medal jest!



Po biegu skorzystaliśmy z posiłku regeneracyjnego, czyli zupa + słodka babeczka, a na koniec zaczekaliśmy do losowania nagród, których było bardzo dużo, ale żadne z nas nie miało szczęścia w losowaniach, może za rok? :D