.

.
Fot. FotoMaraton.pl

środa, 3 października 2018

Bieg na Piątkę (30.09.2018)

Na koniec września wzięłam udział w biegu na 5km, bieg ten był towarzyszącym przy Maratonie Warszawskim i mogłam wziąć w nim udział dzięki tym, którzy wpłacili pieniądze na moją zbiórkę dla Fundacji Rak'n'Roll.
Dlaczego ta Fundacja? Jest bliska od dawien dawna, gdy kiedyś wyczułam małego guzka, to ta strona była jedną z pierwszych na jakie trafiłam w poszukiwaniu informacji. Guzek okazał się łagodny, kontrolowany, ale przez zwiększający się rozmiar - w efekcie końcowym został usunięty i przez jakiś czas miałam z nim spokój. Niestety w tym samym miejscu pojawił się kolejny, istnieje teoria i cień szansy, że przy zabiegu usuwającym nie usunięto wszystkiego i mi odrósł. Nadal jest zmianą łagodną i kontrolowaną, ale na szczęście jego rozmiar się nie zmienia od 2 lat, choć kiedyś pewnie przyjdzie mi go usunąć, na razie jedynie niektórych ćwiczeń nie mogę robić.
Nowotwór złośliwy wystąpił w mojej rodzinie, więc tym bardziej ta fundacja jest mi bliska.
Zdarzył się też dzień, gdy trafiłam do Fundacji by pomóc przy akcji "Daj Włos" i widząc ile ludzi przesyła swoje warkocze na peruki dla chorych, to łezka w oku się kręci ze wzruszenia. Młodzi i dużo starsi, kobiety i mężczyźni. Czasem do listu dołączają swoje trzy grosze wspierające. Aż się chce pomagać.

W końcu nastał dzień biegu, niedzielny zimny poranek. Przed biegiem zmarzłam, ale przecież w biegu się rozgrzeję, to nic, że tylko 5km. Tylko bądź aż. Bez formy, bez treningów (2 tygodnie wcześniej moje problemy z zębem zakończyły się jego usunięciem, więc miałam jeszcze tydzień zakazu aktywności, a następny tydzień pracowałam po 10h i przeciążyłam stopę, bo miałam nieodpowiednie buty ;)).
Dałam sobie 34-35 minut na pokonanie piątki. 

Na bieg pojechałam ze znajomymi z Rembertów Team, przed biegiem też się z nimi pokręciłam, bo piątka startowała 30min po maratończykach. 





W końcu poszliśmy na start, z Anią ustawiłyśmy się w okolicach balonika na 30 min... Ania obstawiała, że nie pobiegnie poniżej 32 min, bo jest chora.
Bieg wystartował i ruszyłyśmy w tłumie, by wyprzedzać trzeba było szukać wolnej luki, bo to ciężkie zadanie było i pierwszy kilometr upłynął w tempie 06:24, przy kolejnym nie czułam tempa, ale wyniosło już 6:03. Pojawiła się kolka, ale skupiłam się na oddychaniu i by biec za Anią. Jak kolka minęła to nawet dobrze mi się biegło, więc 3km miał już 05:53 i chyba się nieco przeraziłam jakim tempem biegnę, bo to nie mój obecny komfort, ale biegłam dalej. 4km to 05:52 i nastąpił mój kryzys. Myślałam, że zwymiotuję, to ten moment gdy wiesz, że mocny bieg i jak nie odpuścisz do padniesz. Ania pobiegła dalej - wzięła sobie za cel dogonienie balonika, a ja odpuściłam - zatrzymałam się, wzięłam parę głębszych oddechów i pobiegłam dalej, zatrzymują się jeszcze prawie przed metą, ale się w końcu spięłam i dobiegłam do mety. Ogólnie to cud, że nie zwymiotowałam. Usłyszałam, że to znaczy iż biegłam na swoje maks. 5km wyniósł mnie 6:03, więc między 4 a 5 solidnie musiałam przyspieszyć, że mnie odcięło. No cóż, bez treningów i formy pobiegłam 19s wolniej niż moja życiówka, gdybym utrzymała tempo Ani miałabym nową życiówkę, ale balonika nie dogoniła. ;)

Na mecie poczekała na mnie Ania, a później zostałam wyściskana przez Fundację dla której biegłam, plus od nich specjalny medal "Łeb do słońca!" 

Fot. Fundacja Rak'n'Roll
Fot. Fundacja Rak'n'Roll

Rok temu też biegłam dla tej Fundacji, choć czas słabszy, to biegło mi się dobrze. Jakoś ze świadomością dla kogo biegniesz, w jakiej sprawie - biegło mi się lżej, lepiej. Łatwiej się spiąć i pędzić dalej.
Mówią, że długie dystanse - maratony i dłuższe - kształtują człowieka, jego charakter, ja myślę, że te krótsze biegi też kształtują charakter. Motywują i każą spinać się na maksa, bo to "tylko" 5km. Kiedyś przebiegnięcie 1km było wyczynem. Mnie póki co, półmaratony i dłuższe dystanse nie ciągną, oczywiście podziwiam tych, którzy wybierają maraton czy ultra, a już kosmos to ultra po górach, czy biegi typu 24h lub 48h po kilometrowej pętli. Jednak uważam, że każdy ma własne przeciwności i jedni kształtują charakter na długich biegach a inni na krótszych, nie ma co porównywać czy czuć się gorszym, bo przebiegłam "tylko" 5 km, a ktoś inny "aż" maraton.


Po piątce przyszło jeszcze do zdjęć z medalami i poszliśmy po odbiór naszych depozytów.



30:47

Fot. Arek Andruczyk
Cała trasa piątki była w słońcu, więc szybko żałowałam, że krótkich rzeczy nie miałam na sobie, po biegu mimo założonej bluzy i kurtki robiło mi się zimno. Miałam z Anią od razu jechać do domu, ale poszłyśmy na 21km pokibicować wszystkim, ale szczególnie znajomym. 



Znajomi wypatrzeni, piątki przybite, ja się zaczynałam powoli trząść z zimna, więc był to znak, że pora ruszać do domu.
Przebiegłam 5km, więc nie powinnam na nic narzekać, ale na drugi dzień tak mnie bolały nogi, zresztą we wtorek też, że dzisiaj (środa) dotarłam w końcu na siłownię, by te moje gnaty rozruszać, ponieważ w sobotę biegnę 10km w Zielonej Górze. Mam nadzieję, że jakoś się przeturlam po trasie w wyznaczonym limicie czasu. :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz