.

.
Fot. FotoMaraton.pl

niedziela, 28 stycznia 2018

Bieg Wedla 2018

Pierwszy bieg z pomiarem czasu w nowym roku (był jeszcze bieg WOŚP, ale to bez pomiaru czasu).

Odbiór pakietu startowego - dla mnie na drugim końcu miasta  - i... szczęka mi opadła, gdy dostałam sam numer startowy. Liczyłam chociaż na batonika, żeby wyprawa po to mi się opłaciła. Nie potrafiłam sobie przy tym przypomnieć, czy rok temu było tak samo. W każdym razie mi to się bardziej śmiać z tego chciało, niż abym w pełnym niezadowoleniu cisnęła gromami. ;)

Formy biegowej nie mam. Na siłownię drepczę i od niedawna na zajęcia z taśmami trx. A i raz w tygodniu podrepczę ze znajomymi po okolicy. I tyle. Nie umiem się zebrać do biegania, a nawet jakbym chciała to po treningach siłowych za ciężko mi się ruszać. ;)

Wracając do Biegu Wedla, wybrałam dystans 5,4km i się na nic nie nastawiałam. Dzień przed biegiem widziałam zdjęcia trasy w Parku Skaryszewskim. Zewnętrzna część alejki miała pas szerokości ok. 1 metra odsłoniętego asfaltu a reszta oblodzona.
Pamiętałam, że rok temu też trasę sypali piaskiem (link), choć nie było znowu tak ślisko jak nastraszyli przed biegiem.

Na bieg pojechałam z Emilią z Rembertów Team, więc po zaparkowaniu auta naszą rozgrzewką było dobiegnięcie na start, bo tez tylko tyle czasu miałyśmy. Spotkałyśmy się z pozostałymi z Rembertów Team i każdy poszedł na swoje miejsce startowe. 


Biegniemy sobie z Kasią ;) //fot. Maciej Nowakowski

Do mety! //fot. Maciej Nowakowski

Biegłam z Kasią i w sumie chyba przed startem stałyśmy jakoś w środku tłumu biegaczy.
Wybrałyśmy bieg po zewnętrznej, na początku było tam dość tłoczno i czasami trudno było wyminąć wolniejszych, ale jakoś sobie radziłyśmy. Na zegarek i swoje tempo spojrzałam kilka razy, raz mi zegarek stracił sygnał gps.
Ogólnie to ja starałam się podpiąć pod kogoś kto biegnie równo i przez pewien czas mi się to udało, dopóki nie poczułam, że jest coś wolniej i wtedy też wzięłam się za 'szukanie' kogoś innego. Tata strategia biegowa. ;)

Czołówka biegu biegła po wewnętrznej, widać było, że im się trochę nogi rozjeżdżały, ale cisnęli. Ktoś rzucił, że pewnie mają kolce na butach, ale ja się w sumie tak temu nie przyglądałam Kolejni szybsi już cisnęli po zewnętrznej krzycząc "lewa wolna" na co jakiś pan biegnący obok nas skomentował, że jak to tak czołówka dała radę po wewnętrznej. :D

Ostatnie metry po oblodzonej ścieżce i... udało się! Dobiegłyśmy! Całe i zdrowe. ;)

Na mecie trochę było tłoczno, odczekałyśmy w kolejce po medal, dostałyśmy dyplomy, później kolejka po gorącą czekoladę, to znaczy my piłyśmy już taką bardzo letnią. A no i pakiet z czterema czekoladami, batonikiem i czapką biegową. Czekolada wynagrodziła bieg. :D



Czas z tabeli wyników netto: 00:35:28
Mi tam się pobiegło w porządku, czas też spoko, jak na mój brak formy. Emilia koniecznie chciała zostać do ogłoszenia wyników, więc poszwendałyśmy się "tu i tam", skorzystałyśmy jeszcze z darmowej grochówki, gorącej herbaty i kawy... :D Skoro doczekałyśmy do dekoracji zwycięzców to mogłyśmy i do losowania nagród. Pierwsze się czasowo dość opóźniło, więc i drugie. Nagród było dużo, ale obie nie miałyśmy szczęścia w losowaniu. :D


Jedyne do czego ja bym mogła się przyczepić (bo z depozytu nie korzystałam) jak już stałam, marzłam i czekałam na losowanie nagród, to to, że te losowania może można byłoby rozdzielić, by odbywały się po wybranym dystansie. W trakcie losowania wyciągnęli kilka niskich numerów mówiąc, że to z biegów dziecięcych a te odbywały się jeszcze wcześniej. Podobnie i z dekoracją zwycięzców. Gdy zbliżał się koniec losowania nagród, ja już stopy miałam zamarznięte, a jak wsiadłam do auta to się trzęsłam z zimna. :D

Nie wiem czy wezmę udział w kolejnej edycji, nie lubię też biegać po pętli w Skaryszewskim.

***


____________________________________________

Jest zima, nie wiem czego niektórzy biegacze spodziewają się biegając zimą. W mojej okolicy zdarzają się zasypane śniegiem i oblodzone chodniki, i co, i nic. Jest ślisko to trzeba uważać.
Widząc w internecie jaka fala oburzenia się przetoczyła, że jak to tak, organizatorzy i wolontariusze nie skuli lodu i nie odśnieżyli trasy to aż się zaśmiałam. Serio? Może i przy innych porach roku powinni łatać dziury w asfalcie albo w ogóle go osuszać przy deszczu, bo wtedy asfalt bywa śliski, już nie wspominając o liściach leżących na trasie... Może organizator powinien jeszcze tam tartan rozłożyć, by biegaczom biegło się lepiej. 
Jakoś niektórzy uczestnicy biegów zrobili się strasznie... wygodni. 
W październiku brałam udział przy pomocy w obsłudze trasy, czy też ogólnie pomagałam w organizacji biegu. Wolontariuszy brakuje, jest dużo pracy, a stanie kilku godzin na zimnie przyjemne też nie jest.
Gdyby podczas biegu, przy którym pomagałam, ktoś mi z pretensjami wyskoczył, że trasa mokra i śliska, i że JA powinnam zadbać o komfort biegaczy i coś zrobić z tą trasą, to bym go wyśmiała, a gdyby trasa była zaśnieżona to co najwyżej mogłabym mu wręczyć łopatę by sam sobie ogarnął swój komfort biegu.

Dobrze jest spróbować swoich sił w wolontariacie i zobaczyć jak to jest "od kuchni" zwłaszcza, gdy na dworze zimno. :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz